księga gości

2010
kwiecień
luty
2009
grudzień
listopad
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
luty
2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
marzec
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień

...
Nie zapomnę chyba nigdy w życiu widoku pełnych ulic Warszawy podczas przejazdu prezydenckiej trumny. Brawo Warszawiacy, możecie być z siebie dumni.
arda 2010-04-11 20:38:14 skomentuj (0)
Wiosenny spacer
Dzisiaj urzadiłem sobie spacer z ul Fredry na os. Batorego. Półtorej godziny. No, to trochę zesztywniałe kości ruszyłem.
arda 2010-02-25 17:22:56 skomentuj (0)
Świątecznie
Wszystkim, którzy to czytają :

- żeby święta były rodzinne, szczęśliwe i zdrowe
- żeby nie zgubić się w ich komercji, ale poszukać ich prawdziwego sensu
- żebyście noworocznie byli szczęśliwi na rok cały

A osobiście - przepraszam za wszelkie złe rzeczy, które zrobiłem i dziękuję tym, którzy byli dla mnie dobrzy i życzliwi oraz akcpetują mnie z całym anturażem.

Filip (z konopii)

arda 2009-12-24 12:17:16 skomentuj (1)
Idą święta
Jest już Karp 2009 w Trójce.

Znak, że idą święta.

:D:D:D
arda 2009-11-30 21:42:28 skomentuj (0)
Osobiscie

Witajcie

Dzisiaj o Syrii prywatnie

Czas przecieka mi tutaj brutalnie między palcami i nic nie mogę na to poradzić. Najchętniej kopnąłbym go w zadek, żeby przyhamował, ale jak do tej pory, to on mnie popędza i każe biec dalej. Beznadziejnie patrzę na kalendarz, który mówi, że to już tylko trzy tygodnie. Oto jest głowa zdrajcy, który odmierza jego kroki tego, którego chciałbym zatrzymać.

Zło już się dokonało, po raz kolejny beznadziejnie zatonąłem w Damaszku i nic nie mogę na to poradzić. Pomimo tego, że są tu rzeczy i ludzie, których wolałbym unikać, to miasto znowu jest we mnie. Niczym niewypalona z serca dawna miłość. Minie rok lub dwa i znowu będę chciał tu wrócić. Życie płynie tu wolniej, wszystko dzieje się w niezmiennym od wieków zwolnionym tempie, a jednak chce się żyć. Chce się zatonąć tu ponownie i oddychać tą beztroską. Może więc nasz karuzela pozwoli mi przyturlać się tu wcześniej?

Dzięki kilku osobom nabrałem znowu wiatru w żagle. Jestem pełen siły do działania i to m.in. sprawia, że myśl o powrocie nie powoduje stanów depresyjnych. W końcu wszystko jest po coś i jak to powtarza bliska mi osoba – nic nie dzieje się bez przyczyny, chociaż moja sceptyczna natura w głowie odbija tę frazę echem, to czasem ona do mnie wraca.

Zanurzę się więc ponownie w to miasto, ale powoli, jak to jest w syryjskim zwyczaju.


arda 2009-08-15 09:38:46 skomentuj (3)
Wracamy do przekladanca

Jak opisać prostymi słowami to miasto pełne cudów? Jak oddać to wszystko? Piszący te słowa wie, że znowu robi się poetycko, ale nie ma on innego wyjścia, jak tylko poddać się temu..

Pisałem ostatnio o tym, że Damaszek staje się przekładańcem nowoczesności z tradycją. Nowością w tym mieście są parkometry i płatne parkingi w centrum. Europejczykom może się to wydawać całkiem naturalne, ale tutaj to rewolucja. Biegają potem przy takich parkometrach panowie pouczający, że w centrum można tylko dwie godziny i grożą założeniem blokady (którą zresztą zdejmują za małą opłatą). Żałuję, że nie widziałem pierwszych dni funkcjonowania tego systemu, to musiało wyglądać nieziemsko.

Kolejną warstwą w tym przekładańcu niechaj będzie urząd zwany „Hidżra ła dżałazat”. Jest to relikt, który niejednemu przypomni sceny z „Misia”. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć sens wiz pobytowych dla osób, które są tutaj na dłużej, o tyle bieganina, żeby zdobyć wizę pobytową dla turystów (oczywiście mając ważną wizę w paszporcie) jest farsą. Ale tak, tak – potem Ministerstwo Turystyki na stronie SANY (Syryjska Agencja Prasowa) dumnie wypisuje ilu turystów z jakiego kraju w jakim miesiącu przebywało w Syrii. Bizantyjska biurokracja rządzi, a przecież Syryjczycy są straszliwie dumni ze swojego dziedzictwa.  W „Hidżrze” nic się nie zmieniło od dwóch lat. Komputery te same, na których pewnie Prince of Persia by nie poszło, dym papierosowy jak w dobrym pubie, a do tego ci sami panowie – pan Fawzi, pan Ahmed,  pan Kompjutar i pan Dżeneral. Aż mi się łezka w oku zakręciła. Tyle, że już teraz wiedziałem, ile to potrwa i jak tam wygląda. Jest jedna jaskółka wiosny – tłok był mniejszy, ale to dlatego, że Irakijczycy, którzy mieli się zarejestrować, już to zrobili.

Odwiedziłem stary dobry Park Tiszrin, gdzie asfaltu tyle co trawy. Prawdę mówiąc i tak podziwiam władze za utrzymywanie tylu parków (doceniam – poznani Polacy przebywający na stałe w Bejrucie są zachwyceni, że tu w ogóle są), bo potrzeba do ich egzystencji hektolitrów wody, a ta tutaj nie jest tak powszechna jak piasek. Co do samego parku, to Damasceńczycy wciąż nie nauczyli się korzystać z koszy na śmieci i kolejna rodzinka rozkłada koc na śmieciach poprzedników. Słodko. A do tego z głośników porozmieszczanych w całym parku trąbi (nie zespół Kombi, ta plaga ich nie spotkała) Amr Diab czy inna gwiazdeczka arabskiego popu.

Pomyślicie, że narzekam. Gdy zdarza się kolejne westchnienie załamania, starczy, że spojrzę na północ, na Górę Qasyun widoczną z każdego miejsca w mieście. Starczy, że jak teraz siedzę o 21:30 na tarasie i słucham muezzinów z meczetów Starego Miasta. Starczy, że przejdę się i wciągnę w płuca zapach fajek wodnych.  Wtedy właśnie wiem, że chociaż to nigdy nie będzie mój dom, nigdy nie zapomnę Damaszku, nigdy mnie już nie opuści i będę tu wracał. Bo to miasto ma w sobie to coś, ma jakąś unikalną duszę, która sprawia, że pomimo tylu rzeczy, które mnie denerwują, tęskniłem za nim. Tak, żeby pobyć tu tę chwilę.

Więc jestem.

          
arda 2009-07-13 18:43:29 skomentuj (0)
Po Damaszku nie jeżdżą już Titaniki

Oj zmienia się Damaszek, zmienia. Zmierza nieuchronnie ku nowoczesności. Robi to powoli, krok za krokiem, ale widać już w nim dwa światy, przemieszane miejscami niczym przekładaniec. O tym chciałem kilka słów napisać.

Tak, tak, po Damaszku nie jeżdżą już Titaniki. Gdy byłem tu ostatnio, to poza serwisami (pisałem już o nich - to mikrobusy funkcjonujące jak autobusy) po mieście sunęły wielkie, stare, dyszące spalinami ogromne autobusy, na które miejscowi mówili Titaniki. Przeżyłem szok, gdy zobaczyłem, że teraz ulicami mkną nowiutkie autobusy (jak się dowiedziałem, pochodzące z Chin), które mają dodatkowo elektroniczne numery i nazwę trasy. Ba, pojawiły się nawet przystanki! Nie do wiary, bo jak na Damaszek to prawdziwa rewolucja.

Rozmnożyły się wręcz służby czyszczące miasto. Jeżdżą całymi tabunami z koszami na wózkach. Działanie jak najbardziej pożądane i trzeba oddać, że czyszczą sprawnie… ale. Cóż z tego, skoro ludzie tutaj traktują ulice jak jeden wielki śmietnik. Władze czeka wielka praca w zmianie mentalności mieszkańców (nie żebym nie pamiętał o kretynach, którzy w Polsce jeżdżą wywalać śmieci do lasu).

To są kolejne jaskółki zmian w Syrii. Internet jest już bardzo rozpowszechniony, ale całe szczęście ciągle nie ma MacDonaldów :D Ale to jest wszystko powłoka zewnętrzna, w środku to wciąż stary dobry Damaszek. Jedzenie jest tak dobre, jak było. Zajadam się falafelami, sadżem i popijam sokiem z świeżo wyciskanych pomarańczy (3 zł za pół litra). O poranku słychać Feyruz, a w powietrzu unosi się zapach fajki wodnej. Ale wielu młodych chce się utożsamiać z Zachodem. Wczoraj widziałem samochód z opuszczonymi szybami, w środku dwóch cwaniaczków na żelu w ciemnych okularach, a z głośnika Britney i Backstreet Boys. Widać to dla nich jest trendy ;)

Poznałem w samolocie jednego Polaka, który pierwszy raz leciał do Damaszku. Odważny, bo przyleciał na dwa miesiące i nie zna ani słówka po arabsku. Zaopiekowałem się nim zanim zacząłem praktyki w ambasadzie. Idąc z nim wieczorem przez Stare Miasto powiedziałem mu: no i jak oddać słowem to, co tutaj masz wkoło? Jak oddać gamę dźwięków, bukiet zapachów i to coś wyjątkowego, co czuć wszędzie wkoło? Idąc od Meczetu Umajjadów Qamariyyą w stronę Bab Tumy (dzielnicy chrześcijańskiej) wieczorem, ma się momentami wrażanie, jakby to był wielki jarmark gdzieś w XIV wieku w Akwitanii. W powietrzu wypieki, nargile, placki, mięsa i delikatna woń perfumerii. Wszędzie sklepiki z ziołami, bakaliami no i całą masą orientalnych rzeczy (oczywiście na potrzeby turystów). Maszerują ową Qamariyyą wielojęzyczne, wielobarwne tłumy, a ze sklepów płynie leniwie arabska muzyka. Sprzedawcy ze sklepów z pamiątkami spokojnie siedzą na zewnątrz grając w tawlę i popijając herbatę.

 A co ze mną? Wynająłem sobie pokój na Bab Tumie u rodziny chrześcijańskie, z którą radośnie konferuję ćwicząc dialekt. Jest o tyle dobrze, że do kilku dni Damaszek nawiedzają silne wiatry, które się wszystkim podobają, choć o tej porze to rzadkość. Alternatywą zwykle jest o tej porze roku 40 stopni i zaduch do ok. 9 wieczorem. Tną mnie tylko niemiłosiernie komary. Wędrówki po znanym mi już nieco mieście zaczynam powoli, na razie chce się nacieszyć leniwie wakacjami. Ale z czasem będę się zapuszczał coraz bardziej, o czym nie omieszkam napisać.


arda 2009-07-05 08:04:19 skomentuj (0)

Moje dzieła
FILMY na youtube
ZDJĘCIA Syryjska fotorelacja

Teraz Polska
B.E.T.H.
Akurat
Quidam
Riverside
COMA

al-Baszar, czyli ludziska:)
Kreciu ...tu wojenna gra muzyka
Gaga z dalekich Suwalk
Paris, Paris :D
Guru Biologia u Angoli
Laureloth This world is magic
Aduś Inwazja Pigmejów
Mafia ... z Pruszkowa
Syryjczyk Bliski Wschód tuż obok:)

Ciemne strony Księżyca
Poezji ..nigdy za dużo
Biblia odpowiedź na wszystkie pytania
Minimax Biuro Utworów Znalezionych
Terry i dysk Rincewind, Patrycjusz, Śmierć, Marchewa, Bibliotekarz...
Robert Silverberg mistrz, po prostu mistrz
Treki "To baldly go, where no man has gone before"
Matecznik taki patriotyzm lokalny
lista trójki ze mną od lat